Złapałem gumę w rowerze naszego syna. Chciałem wziąć pompkę, która ciągle leżała gdzieś w garażu. Nigdy tam nie wchodzę. To nie moja specjalizacja. Ale tego dnia poszedłem.
A potem, gdy otworzyłam drzwi… przeszedł mnie dreszcz.
Jego namiot. Jego buty. Jego czołówka. Jego śpiwór. Wszystko było na miejscu. Idealnie schowane. Przykryte białym prześcieradłem. Nietknięte.
Stałem tam przez kilka sekund, wpatrując się w tę scenę. Dziwna pustka w żołądku…
