Był oddanym chrześcijaninem, nigdy nie opuścił mszy. Zawsze na czele chóru, spokojnym głosem, ze wzrokiem zwróconym ku niebu. Znał Biblię na pamięć, lepiej niż jakikolwiek ksiądz, i spędzał wieczory, ucząc jej nasze dzieci, jakby przekazywał im święty skarb. Często mówił o wartościach. O przykładach. O miłości Bożej. Powtarzał mi: „Musimy być dla nich filarami. Punktami odniesienia. Wzorami do naśladowania”.
Kiedy więc powiedział mi, że wyjeżdża na weekend z kilkoma mężczyznami z kościoła, aby…
