Po pożegnaniu, które zniszczyło moje życie, nastąpiło odkrycie, które zmieniło wszystko!

Myślałam, że na tym się skończy, ale w oczach Maxa coś błysnęło: ostry, niemal rozczarowany błysk. Skinął głową, ale nie wyciągnął ręki, nie pocieszył, nie powtórzył żalu. Po prostu milczał.

W ciągu następnych kilku dni ta cisza pogłębiała się, stając się coraz zimniejsza. Max prawie się nie odzywał. Krążył po domu, jakby odrabiał pracę domową, unikając mojego wzroku i odpowiadając lakonicznymi, jednowyrazowymi odpowiedziami. Początkowo próbowałam to sobie racjonalizować: żałoba różnie wpływa na ludzi, powtarzałam sobie. Starałam się być cierpliwa, a nawet miła.

Ale im więcej czasu mijało, tym bardziej to stawało się jasne:
dystans, jaki Max pokonywał, nie wydawał się bólem.
Czuł się, jakby kalkulował.

Potem nagle poprosiła o rozwód.

 

 

Nie prosił o rozmowę. Nie próbował niczego wyjaśniać. Po prostu położył dokumenty na kuchennym stole, jakby sortował pocztę. Wpatrywałam się w kartki, zdezorientowana, otępiała i zawstydzona, bo w głębi duszy wciąż miałam nadzieję, że to pomyłka.

„Co to jest?” zapytałem, chociaż odpowiedź była już widoczna gołym okiem.

„Tak jest lepiej” – powiedział, unikając spojrzenia mi w oczy. „Nie jesteśmy już… kompatybilni”.

Przeczytaj więcej…

zobacz ciąg dalszy na następnej stronie