Mąż mojej siostry chlusnął mi w twarz napojem gazowanym – bo wiedział, co zamierzam jej pokazać

Coś było dziwne, ale odepchnęłam tę myśl. Dziś chodziło o Emmę.

Talerze zostały sprzątnięte, a wszyscy rozmawiali przy cieście czekoladowym z grubą warstwą lukru.

Uśmiechnąłem się i powiedziałem: „Graham, nie zamierzasz wznieść toastu za swoją żonę?”

Cisza.

Podniósł głowę i spojrzał na mnie, jakbym go właśnie obraził.

Potem, na oczach wszystkich, wziął szklankę i chlusnął mi nią w twarz.

W pomieszczeniu rozległy się westchnienia. Ktoś upuścił widelec.

„Nie twoja sprawa!” – warknął Graham. Twarz miał czerwoną ze złości. „Wiesz, dlaczego wciąż jesteś singlem? Bo wtykasz nos w nie swoje sprawy!”

Oczy Emmy rozszerzyły się. „Graham, co…”

Emma podbiegła do mnie. „Chodź ze mną” – powiedziała.

Zaprowadziła mnie do toalety, zamykając za nami drzwi. Wzięła ręcznik i delikatnie pogłaskała mnie po twarzy.

„Nie wiem, dlaczego tak się zachował” – wyszeptała. „Bardzo mi przykro”.

Wziąłem głęboki oddech. „Emma, ​​muszę ci coś powiedzieć”.

Odwróciłam się do Emmy, czując suchość w gardle. „Siostro, muszę ci coś pokazać”.

Nadąsała się. „Co?”

Wyciągnąłem telefon, czując, jak palce mi sztywnieją. „Trzy noce temu widziałem Grahama w restauracji”.

Zamrugała. „W twojej restauracji?”

Skinąłem głową. „Nie był sam”.

Emma przełknęła ślinę, ale nic nie powiedziała.

Zawahałam się przez chwilę, zanim dotknęłam ekranu. Zdjęcie wyskoczyło. Siedział przy oświetlonym świecami stoliku, nachylając się ku kobiecie w czerwonej sukience. A potem kolejne zdjęcie… ich usta złączyły się w pocałunku.

Emma patrzyła na ekran bez ruchu.

Przełknęłam ślinę. „Tej nocy dzwoniłam do ciebie. Pamiętasz? Pytałam, gdzie jest Graham”.

Zawahałem się. „Już wiedziałem, że kłamie. Po prostu… chyba chciałem usłyszeć, co ty powiesz”.

Nie spojrzała na mnie. Jej wzrok był wpatrzony w obraz.

„Czułam to” – wyszeptała w końcu. „Od dawna. Przestał na mnie patrzeć tak jak kiedyś. Przestał mnie dotykać. A te nocne wypady? Wymówki?” Zaśmiała się bez humoru. „Boże, czuję się taka głupia”.

„Nie jesteś głupi” – powiedziałem szybko. „On jest po prostu kłamcą”.

Wziąłem głęboki oddech. „Następnego dnia skonfrontowałem się z nim”.

Skinąłem głową. „Zadzwoniłem do niego. Powiedziałem mu, że wiem, co zrobił. Że albo on ci powie prawdę, albo ja to zrobię”.

„Zaśmiał się. Powiedział, że zwariowałem. Że chyba go z kimś pomyliłem. Potem się rozłączył.”

Gdy w końcu przemówiła, jej głos był pewny.

„Potrzebuję więcej dowodów.”

Mrugnęłam. „Co?”

„Jeśli mam to zakończyć, potrzebuję czegoś więcej niż tylko zdjęcia”. Spojrzała na mnie oczami ciemnymi z determinacją. „Muszę wiedzieć wszystko”.

Zawahałam się. „Emma… jesteś pewna, że ​​chcesz to zrobić dziś wieczorem?”

Wziąłem głęboki oddech. „Więc poznajmy prawdę”.

Turystka czekająca na pociąg

Wzięła laptopa z biurka, otworzyła go i zalogowała się na ich wspólne konto bankowe. Jej wzrok wpatrywał się w ekran. Potem zesztywniała.

„Co?” zapytałem. „Patrz.”

500 dolarów tu. 1200 dolarów tam. A potem, tydzień temu… opłata w wysokości 3000 dolarów w sklepie jubilerskim.

„Czy ostatnio kupił ci jakąś biżuterię?” – zapytałam.

„Nie” powiedziała Emma.

Żołądek mi się ścisnął. „To dla kogo on to kupił?”

„Chyba już wiemy”. Zatrzasnęła laptopa i wstała. „Zmusimy go do stawienia czoła temu. I nie ucieknie po cichu”.

Na mojej twarzy powoli pojawił się uśmiech. „Opowiedz mi o planie”.

Kiedy odwrócił się w stronę schodów, wziąłem do ręki pilota.

„Drogi Grahamie” – powiedziałem słodkim głosem. „Mamy dla ciebie dziś wieczorem bardzo specjalną prezentację”.

Zmarszczył brwi. „O czym ty, do cholery, mówisz?”

Ekran telewizora zaświecił się.

Slajd pierwszy: Zrzut ekranu z jego podejrzanych transakcji bankowych. Tysiące dolarów nierozliczonych.

Slajd drugi: Paragon za drogą biżuterię — którego Emma nigdy nie otrzymała.

Slajd trzeci: Kompromitujące zdjęcie, na którym całuje kobietę ubraną na czerwono.

„Zwariowałeś?!” warknął Graham.

Uniosłam telefon. „Uważaj, co mówisz. Bo wiesz co? Wysłaliśmy już wszystko twojej rodzinie. Więc nie trać czasu na dzwonienie do nich. Oni będą do ciebie dzwonić”.

Emma uśmiechnęła się krzywo. „To pewnie twoja matka”.

Graham spojrzał na nas obu wrogo, ciężko dysząc. „Myślisz, że możesz po prostu…”

Przesunęła w jego stronę wydrukowane oświadczenie.

50 000 dolarów.

„Co to, do cholery, jest?” – warknął Graham.

Emma uśmiechnęła się zimno. „Prezent urodzinowy, który sobie sprawiłam. Potraktuj to jako zaległy zarobek”.

Graham chwycił kluczyki, telefon wciąż dzwonił. Ruszył w stronę drzwi. „To jeszcze nie koniec”.

Emma przechyliła głowę. „Och, chyba tak.”

Potem już go nie było.

Po raz pierwszy od lat Emma odchyliła się do tyłu i odetchnęła. Ciężar na jej ramionach zniknął.

Odwróciła się do mnie, jej oczy błyszczały siłą. „Nie zrujnowałeś mi urodzin. Dałeś mi prezent – ​​wyzwolenie”.