Kupno naszego pierwszego domu miało być spełnieniem marzeń dla mnie i mojego męża. Zamiast tego, rodzinny obiad zamienił się w koszmar, gdy uświadomiłam sobie, że osobą niszczącą naszą pracę nie był dzieciak z markerami, ale dorosły, pełen urazy.
Mam na imię Poppy. Mam 30 lat i gdyby rok temu ktoś powiedział mi, że moim największym źródłem stresu nie jest praca ani rachunki, ale tapeta, roześmiałabym się. Mój mąż, Chace, ma 28 lat. To cichy człowiek, który potrafi naprawić cieknący kran jednym filmem na YouTube i dwiema godzinami determinacji.
Właśnie kupiliśmy nasz pierwszy wspólny dom po oszczędzaniu, które trwało chyba dekadę. Nie jest luksusowy i zdecydowanie nie nadaje się do zamieszkania, ale jest nasz. Każdy odprysk na kącie, każdy skrzypiący stopień, każdy zakurzony kąt? Nasz.

Para bawi się ze swoim psem podczas remontu | Źródło: Pexels
Poświęciliśmy weekendy na remont. Wieczorami padaliśmy na twarz, cuchnąc rozcieńczalnikiem do farb i tanią pizzą, ale w tym wszystkim było coś dziwnie romantycznego.
Salon był naszym ulubionym pomieszczeniem. Wybraliśmy w sklepie tapetę, która od razu przykuła naszą uwagę: subtelny botaniczny wzór z delikatnym połyskiem, który delikatnie i magicznie odbijał światło. Była droga, ale postanowiliśmy się rozpieścić. Tego wieczoru wygładziliśmy każdy pasek, usunęliśmy każdą pęcherzyk powietrza i śmialiśmy się z naszych błędów. Kiedy skończyliśmy, pokój nabrał przytulnego charakteru.
Za każdym razem, gdy wchodziłem do tego pokoju, czułem dumę, jakiej nigdy wcześniej nie czułem w związku z żadnym materialnym przedmiotem.
Kiedy więc Chace zaproponował, żeby pokazać się na rodzinnym obiedzie, byłem jak najbardziej za.

Kolacja podana przy drewnianym stole z krzesłami na podwórku przed domem | Źródło: Pexels
Było prosto: makaron, czosnkowy chleb i jedna lub dwie sałatki. Posiłek był posiłkiem na zasadzie „potluck”, nic specjalnego. Po prostu przytulny wieczór z ludźmi, których lubiliśmy, a w niektórych przypadkach po prostu tolerowaliśmy.
Moja szwagierka Jess przyjechała z bliźniakami, Harrym i Lukiem. Mają siedem lat. Jess ma 32 lata, jest samotną matką i, szczerze mówiąc, jest dość skomplikowana. Nigdy się nie dogadywałyśmy. Ona wszystko zamienia w rywalizację, czy to o wykształcenie, pieniądze, karierę, czy nawet o to, kto przyniesie najlepszy deser. Ja nadal staram się być uprzejma.
Sama wychowuje dwóch chłopców i należy jej się szacunek, nawet jeśli jej zachowanie jest nie do zniesienia.
Przygotowałam kącik dla dzieci w salonie: sok, krakersy Goldfish i kreskówki były już gotowe. Chace dodał nawet worek sako, żeby było jeszcze ciekawiej.

Mały chłopiec oparty o ścianę | Źródło: Pexels
Wszystko szło dobrze. Śmiech, brzęk kieliszków, zapach masła czosnkowego unosił się w powietrzu. Słysząc to, wycofałem się do kuchni, żeby nalać sobie kolejnego drinka.
Snickers.
Nie jestem zbyt słodkim typem.
Zatrzymałem się, odstawiłem butelkę z napojem i powoli ruszyłem w stronę salonu.
A potem go zobaczyłam.
Zamarłam. Na naszej nowiutkiej tapecie widniały wiry czerwonych, niebieskich i zielonych markerów, ułożone w pętle i zygzaki, ciągnące się od podłogi do mojego pasa. Końcówki markerów były porozrzucane po dywanie niczym konfetti. Zrobiło mi się niedobrze.
Miałem wrażenie, jakby ktoś wycisnął powietrze z mojej klatki piersiowej i przez chwilę nie mogłem się ruszyć.

Zbliżenie kolorowych pasków na ścianie | Źródło: Midjourney
Harry spojrzał na mnie i wręczył mi zielony kaptur z zawstydzonym uśmiechem.
„Ups” – powiedział cicho.
Luke uśmiechnął się. „Dobrze, bracie! Teraz mama nas nagrodzi!”
Zamrugałem. „Co?”
Naprawdę myślałem, że źle usłyszałem.
Odwróciłam się, starając się nie stracić rozumu, i zawołałam: „Jess? Możesz tu podejść na chwilę?”
Weszła i wytarła ręce ręcznikiem papierowym, pewnie dlatego, że zabrała coś z kuchni. Jej wzrok powędrował prosto na ścianę.
„Och” – powiedziała i się roześmiała.
Ona naprawdę się śmiała.
Jego śmiech odbił się echem w moich uszach, ostry i pogardliwy, jakby godziny, które Chace i ja spędziliśmy nad tym dziełem, nic nie znaczyły.
„Chłopcy będą chłopcami” – odpowiedziała, wzruszając ramionami, jakby rozlali szklankę soku, a nie zniszczyli drogiej tapety. „W końcu im się znudzi. Nie martw się. Po prostu to przerób”.
Byłem oszołomiony. „Jess, ta tapeta kosztowała nas setki funtów. Spędziliśmy tygodnie, żeby ją położyć”.

Kobieta zakrywa usta dłonią | Źródło: Pexels
Spojrzała na mnie bardzo poważnie. „Kupiłeś dom. Stać cię na wymianę ściany. To tylko mali chłopcy”.
Zacisnąłem zęby. Uszy mnie piekły. Chciałem krzyczeć, ale zamiast tego wymusiłem uśmiech, powiedziałem, że potrzebuję chwili i wyszedłem.
Wziąłem szmatkę i próbowałem zetrzeć tusz, ale to tylko go rozprowadziło i wbiło głębiej w papier. A ten metaliczny połysk? Wyglądał jak nieudana lekcja malowania palcami.
Następnego dnia poszedłem do trzech sklepów i kupiłem wszystkie specjalistyczne środki czyszczące, jakie mieli w magazynie, ale nic nie pomogło. Plamy były trwałe. Chace zadzwonił do fachowca, a koszt odnowienia jednej ściany wyniósł 450 dolarów.

Mężczyzna rozmawiający przez telefon | Źródło: Pexels
Tego wieczoru siedzieliśmy na kanapie, wyczerpani i wściekli.
„Ona nawet nie przeprosiła” – mruknąłem.
„Wiem” – powiedział cicho Chace. „Ale ona jest samotną matką. To znaczy, pewnie jest u kresu sił”.
Skinęłam głową. Wiedziałam i część mnie czuła się winna, że jestem taka zdenerwowana. Ale inna część, znacznie większa, była zła.
Mimo to powiedziałem Chace, że nie policzę jej za naprawę. Myślałem, że zadzwoni albo wyśle mi SMS-a. Coś, żeby przeprosić albo chociaż powiedzieć, że się wstydzi. Ale nic. Nawet „Hej, przepraszam, że ci faceci wpakowali cię w kłopoty”.
Jej milczenie bolało bardziej niż zburzony mur, bo potwierdzało, że wcale nie obchodziło jej to, co straciliśmy.

Osoba tworząca zdanie z liter | Źródło: Pexels
I tu właśnie tkwi problem.
Tydzień później Jess wpadła ponownie. Chciała coś podrzucić i ostatecznie została na kawę. Bliźniaki natychmiast uciekły, gdy tylko weszły. Przyglądałem im się kątem oka, rozmawiając w kuchni, ale nie usłyszałem niczego, co mogłoby sugerować chaos.
Aż do momentu, gdy poszłam korytarzem do salonu i usłyszałam szepty.
„Tym razem ty narysuj drzewo” – powiedział Harry.
„Nie, chcę znowu zrobić te zawijasy” – wyszeptał Luke. „Mama powiedziała, że jeśli stworzymy kolejne arcydzieło na ścianie, kupi nam nowe zestawy LEGO”.
Zamarłem, serce waliło mi jak młotem. Leżałem nieruchomo, ledwo oddychając.
Ich ciche głosy rozbrzmiewały na korytarzu niczym cios młotem w moją pierś, a każde słowo sprawiało, że coraz trudniej było udawać, że nie było to celowe działanie.
„Dała mi zielony długopis” – wyszeptał Harry. „Powiedziała: „Nie mów cioci”.

Sześć kolorowych markerów | Źródło: Pexels
